Drugi dzień przesłuchań 2008-05-28

27 maja 2008 r. – drugi dzień przesłuchań Międzynarodowego Festiwalu Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej.
Jako pierwszy zaprezentował się chór z Kostomłotów. - Super się śpiewało, bo chór, to nie tylko zebranie ludzi, ale zebranie dusz. Podobnie jak aniołowie, śpiewamy na chwałę Bogu. W naszej prezentacji, zwracamy szczególną uwagę na duchowość – powiedział Witalij Buda, dyrygent Chóru Parafii Prawosławnej św. Serafima z Sarowa. - Do Hajnówki przyjechaliśmy drugi raz, ale mamy nadzieję, że nie ostatni. Przede wszystkim dlatego, że czuje się tu duchową, paschalną radość. Pragniemy tę radość przynieść nie tylko konkretnym ludziom, ale całej Hajnówce, pokazać, że Chrystus zmartwychwstał. Chcemy także pokazać nasze wewnętrzne skupienie, bo wszyscy mamy jakieś codzienne kłopoty, ale do Hajnówki przyjeżdżamy z paschalną radością. Tę radość zostawiamy tutaj, w soborze Św. Trójcy do następnej Paschy, bo czekamy, że ponownie tu przyjedziemy. Hajnowianie również dają nam taką radość.
Również po raz drugi, w festiwalowych przesłuchaniach uczestniczył Chór „Mariawita” Starokatolickiego Kościoła Mariawitów.
Liturgia jest u nas odprawiana i śpiewana w języku polskim. To, że bariera językowa była pokonana przez nas samych, to już duży sukces – stwierdza ks. Piotr Dróżdż, proboszcz parafii Starokatolickiego Kościoła Mariawitów w Cegłowie. - Trzeba było nauczyć się języka starocerkiewnego. Nuty, muzyka, to już zasługa dyrektora chóru, pana pułkownika Henryka Kapusty, który zaszczepił w nas umiłowanie modlenia się poprzez wyśpiewywanie modlitwy. A kto śpiewa, ten się modli podwójnie. W naszych w kościołach jest taki psalm Dawida „Śpiewajcie Panu pieśń nową”, a poprzez śpiew sławimy Boga żeby był adorowany przez wszystkich Chrześcijan na Ziemi. W różnorodności możemy również potwierdzić jedność chrześcijańską. Chociaż należymy do Kościoła Zachodniego, wschodni Kościół Prawosławny jest nam bliski sercu, bo niektóre rzeczy liturgiczne w naszym kościele, a szczególnie muzyka, jest oparta na liturgii wschodniej. To jest nam bardzo bliskie i bardzo lubimy przyjeżdżać do Hajnówki. Lubimy wyśpiewywać modlitewnie chwałę do Boga. W swojej parafii, w Cegłowie pod Warszawą prowadzę koncerty muzyki chóralnej. Oczywiście w świątyni, bo muzyka nabiera innego aspektu. Poprzez wiarę wyśpiewujemy chwałę Bogu.

Henryk Kapusta, dyrygent chóru „Mariawita” Starokatolickiego Kościoła Mariawitów jest pułkownikiem, doktorem nauk medycznych i pasjonatem muzyki cerkiewnej.
- Czy pana chórzyści mieli jakieś obiekcje co do zaśpiewania muzyki cerkiewnej?
- Przyznam, że przed sześciu laty, pierwsze kroki były dość trudne. Szło to dość opornie, bo trzeba było przestawić mentalność chórzystów, gdyż u nas każdy był wychowywany w śpiewie z akompaniamentem organów. A tutaj a capella. Swój głos jest bardziej słyszalny. Nie da się oszukać, zafałszować, wszystkie błędy łatwo wychwycić. Dzięki temu, że wykonujemy muzykę cerkiewną, podnosimy poziom naszego śpiewania, bardziej czujemy to, co śpiewamy. Chórzystom zawsze tłumaczę, że jeśli rozumiemy słowa, potrafimy czuć co śpiewamy, to wychodzi lepiej.
- To pan zaraził chórzystów muzyką cerkiewną...
- Tak, bo przyznam, że w naszym Kościele, w wielu parafiach, akompaniament jest troszkę za głośny. To nie jest takie edukacyjne dla wiernych, bo dominuje akompaniament, a nie wszyscy rozumieją słowa. Muzyka zagłusza, więc ciężko jest nauczyć ludzi czegoś nowego. Tutaj, w wykonaniu śpiewu cerkiewnego, zwracamy uwagę na dykcję, na piękne współbrzmienie tonów. Musi upłynąć dużo czasu, żebyśmy przestawili mentalność śpiewu i świątyniach na śpiew tego rodzaju co w cerkwiach.
- Jak się śpiewa w soborze Św. Trójcy?
- W Hajnówce koncertuje się bardzo dobrze, jest świetna akustyka, czujemy atmosferę. W tym roku zaśpiewaliśmy lepiej niż trzy lata temu, ale mamy już pewne doświadczenia.

Chórem Dziecięcym Parafii Prawosławnej Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny w Bielsku Podlaskim dyrygował Ireneusz Ławreszuk. - Chór dziecięcy, który wystąpił dzisiaj na festiwalu, zaprezentował się po raz pierwszy na międzynarodowej imprezie. Jako dyrygent dwóch chórów oczywiście przyjeżdżałem tu wcześniej – powiedział Ireneusz Ławreszuk. - Dla tego chóru jest to nowe doświadczenie, na pewno bardzo pożyteczne. W przyszłości na pewno zaowocuje podniesieniem poziomu artystycznego, bo śpiewając podczas Hajnowskich Dni Muzyki Cerkiewnej, spotykamy się również z innymi zespołami, słuchamy, naśladujemy. Często koncertujemy, występujemy na różnego rodzaju imprezach, które odbywają się w różnych pomieszczeniach, w domach kultury i świątyniach. Wykonanie utworu muzyki cerkiewnej w świątyni, jest nieporównywalne. Atmosfera, jaka panuje w świątyni, modlitwa, którą się tu wznosi, wpływa na zupełnie inne zaangażowanie zespołu, już nie mówiąc o akustyce, która poprawia brzmienie. W cerkwi śpiewa się lekko. Sobór Św. Trójcy w Hajnówce, należy do cerkwi o najlepszej akustyce. Rzekłbym, że w Polsce może to i najlepsza akustyka. Zależy jeszcze w którym miejscu się stoi, ale przy ołtarzu jest bardzo dobrze.
- Bardzo dobra akustyka, świetnie się śpiewa. W chórze cerkiewnym śpiewam już około ośmiu lat. Takie śpiewanie, to dla mnie całe życie – przyznaje Barbara Korycka, chórzystka z Bielska Podlaskiego.

Chór Młodzieżowy Parafii Prawosławnej św. Dymitra w Hajnówce, po raz pierwszy pokazał się na festiwalu.
- Zimą wystąpiliśmy na konkursie kolęd prawosławnych, zajęliśmy II miejsce. To nas zmobilizowało, aby wziąć udział w festiwalu muzyki cerkiewnej – opowiada Nina Radczuk, dyrygentka chóru. Dziewczyny bardzo lubią śpiewać, chętnie przychodzą na „śpiewki”, starają się. W soborze śpiewało się bardzo dobrze. Jasne, że dziewczyny przeżywają, zestresowały się, ale jestem zadowolona z występu.

Drugi dzień przesłuchań konkursowych, ponownie okazał się bogaty w zróżnicowaną interpretację muzyki cerkiewnej. Warszawski Chór Prawosławnego Punktu Duszpasterskiego św. męcz. Archimandryty Grzegorza, zaśpiewał po polsku. - Pierwszy raz występowaliśmy w Hajnówce – mówi Anna Siegień, dyrygentka chóru z Warszawy. - Sobór jest świetnym miejscem do śpiewania, co pokazuje cała historia międzynarodowego festiwalu. Dla nas było to szczególne wyzwanie i szczególne przeżycie. Bardzo się staraliśmy, żeby był dobry występ. A jak wyszło, oceni jury. Jesteśmy chórem prawosławnym, który śpiewa na liturgii w języku polskim. To pewien ewenement, bo zwykle liturgie są odprawiane w języku cerkiewno-słowiańskim. Śpiewamy po polsku, bo jest taka potrzeba wśród wiernych. Szczególnie w Warszawie, gdzie dużo osób nigdy nie uczyło się rosyjskiego i dla nich język cerkiewno-słowiański nie jest znany. Jest też dużo małżeństw mieszanych i dużo dzieci. Wszyscy przychodzą do nas i starają się modlić w tym języku, który znają. W soborze św. Trójcy w Hajnówce śpiewaliśmy po polsku, po słowiańsku i po gruzińsku. Po gruzińsku dlatego, że naszym patronem jest Święty Grzegorz, który był Gruzinem i również z tego powodu przychodzi do nas wielu Gruzinów, którzy mieszkają i pracują w Warszawie. Jest to taka polsko – gruzińska parafia. Skąd się dowiedzieliśmy o festiwalu? Hajnowski festiwal jest znany w całym prawosławnym świecie, więc naprawdę nietrudno się dowiedzieć. Już od paru lat chciałam i marzyłam o tym, żebyśmy mogli tu przyjechać, ale albo nie było czasu, albo byliśmy zbyt słabi w naszym mniemaniu. W tym roku jakoś udało się przygotować.
Białostocki Chór Młodzieżowy Parafii Prawosławnej św. Jerzego, był już uczestnikiem Międzynarodowego Festiwalu Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej w 2005 roku. - Dzisiaj śpiewało się nam bardzo dobrze. Mnie bardziej podobał się ten koncert niż trzy lata temu – cieszy się dyrygentka Anna Cyrkun. - Powodem może być nie tylko doświadczenie wynikające z obycia ze specyficznymi warunkami soboru i świetnej, hajnowskiej publiczności, ale moja młodzież to już nie te dzieci, z którymi przyjechałam trzy lata temu. Co spowodowało, że ponownie przyjechaliśmy na hajnowski festiwal? Jest to dla na wspaniała lekcja. Przebywając wśród innych chórów, innych dyrygentów, obserwujemy ich pracę, a często są to chóry profesjonalne, które tworzą śpiewacy zawodowi. Każdy taki wyjazd motywuje nas do większej pracy.

Po raz trzeci, jury i festiwalowej publiczności, zaprezentował swoje umiejętności Chór „Woskliknowienije” Parafii Prawosławnej Narodzenia św. Jana Chrzciciela w Hajnówce. - Dziewczyny są chętne do śpiewania, chcą uczyć się nowych utworów. Są ambitne, z czego bardzo się cieszę – powiedziała Vita Kociubajło, dyrygentka chóru „Woskliknowienije”. - Na co dzień śpiewamy w swojej cerkwi, a w soborze jednak zupełnie inaczej. Przede wszystkim dlatego, że jest publika, która słucha. U siebie, na liturgii raz wyjdzie, raz nie wyjdzie, a tu większa odpowiedzialność wykonawcza. Jednak nie sposób nie wystąpić na festiwalu, który odbywa się w naszym mieście. Tegoroczny udział w przesłuchaniach jest występem dla naszych mam. Chcieliśmy rok odczekać, ale rodzice dzieci powiedzieli, że to swoje miasto i chcieliby usłyszeć swoje dziecko, czego nauczyło się śpiewać. Dlatego nasz koncert dla naszych mam, ponieważ powinniśmy im dziękować, a szczególnie ja. Za to, że dziewczyny przychodzą w soboty i niedziele, nie mają żadnych weekendów, cały wolny czas poświęcają chórowi, a świąteczno – niedzielny obiad mama musi przełożyć na później, bo dziecko do godz. 16 ma próbę. Niestety, chłopców mamy niewielu, w chórze mieszanym. Nie ma ich w składzie koncertowym, ponieważ śpiewa zaledwie kilku.

Pavlo Struts, kierownik i dyrygent Chóru Kameralnego „Chreszczatik” z Kijowa, w ubiegłym roku oczarował publiczność hajnowskiego Festiwalu występami chóru „Zołoti Worota”. Tym razem przyjechał z chórem profesjonalnym. Niestety, artystów „Chreszcztika” mogliśmy zobaczyć i posłuchać na żywo tylko we wtorek, drugiego dnia przesłuchań, ponieważ tuż po prezentacji, chórzyści z Kijowa pojechali w trasę koncertową do Berlina, potem Paryża i Pragi. 27 lat doświadczenia w słuchaniu muzyki cerkiewnej spowodowało, że hajnowska publiczność łaknie bardzo dobrych wykonań i potrafi je docenić. Dlatego podczas koncertu „Chreszczatika”, sobór św. Trójcy niemal pękał w szwach.
- Zobaczymy jak wyjdzie w tym roku. Z przykrością stwierdzamy że, nie możemy zostać na festiwalu. Jutro mamy koncert w Berlinie. Ale zadzwonimy i dowiemy się jakim werdyktem zakończy się tegoroczny festiwal – powiedział Pavlo Struts, dyrygent chóru „Chreszczatik” z Kijowa. - Tu, w Hajnówce, śpiewamy w ramach turnee po Europie. Organizatorzy festiwalu i my chcieliśmy przyjechać ostatniego dnia konkursowego, ale niestety, koncerty w ramach turnee, były już ustalone w znacznie wcześniejszych terminach. „Chreszczatik”, to profesjonalny chór kameralny. Wszyscy jego członkowie śpiewają i tańczą. Połączyłem część chóralną z choreograficzną i moi artyści przepięknie się ruszają, co absolutnie nie przynosi uszczerbku dźwiękom chóralnym. Są uniwersalni teatralnie. Wszyscy posiadają wyższe wykształcenie muzyczne.
Co mnie przyciąga do Hajnówki? – zastanawia się Pavlo Struts. - Atmosfera. Tu, w soborze w Hajnówce, czuje się wielką duchowość.

Hajnówka szczyci się blisko trzydziestoletnią historią festiwalu muzyki cerkiewnej. Publiczności nigdy nie brakuje. Co roku znajdują się też osoby, które po raz pierwszy słuchają chórów występujących w soborze Św. Trójcy. Izabela i Kazimierz Wojciechowscy z Malborka byli oczarowani drugim dniem festiwalowym. - Wspaniały festiwal. Ważne, że w świątyni, bo tu zupełnie inaczej się odbiera muzykę – stwierdza Izabela Wojciechowska. - Wiele razy widziałam festiwal w telewizji i od lat mi się marzyło, żeby choć tak raz zobaczyć na żywo. Najchętniej męski chór. Męskie głosy mają niesamowity urok, nie do przełamania. Kobiety nigdy tak nie zaśpiewają jak mężczyźni. W końcu się udało przyjechać do Hajnówki. Odwoziliśmy wnuczkę do Warszawy. Pomyśleliśmy, że skoro jesteśmy tak blisko, to jedziemy do Hajnówki. Trafiliśmy na właściwy czas, w cerkwi akurat koncertują chóry. Niestety, informacja o tym festiwalu nie za bardzo dociera do Malborka. Może trzeba śledzić w internecie?

Krystyna Kościewicz